Szukaj
  • D.

Jak zrobić ze skrzynki dom?

Sprawa wydaje się dość prosta, kupujesz przyczepę, wprowadzasz się do przyczepy, wstawiasz tam wszystko co z domem się kojarzy (zastawę, pościel, świeczki, proszki i takie tam) i gotowe, No i niby dałoby się w ten sposób. Tylko nie w Polsce, nie na wsi, a już na pewno nie w lesie (choćby był bardzo blisko wsi).


Po pierwsze: woda, kanalizacja i prąd.


Nie wiem jak Wy, ale ja wyobrażam sobie bycie bez prądu, ale bez wody jest już naprawdę marnie. A jak ma się dzieci i jest się w ciąży to powiedziałabym, że nawet fatalnie. A zatem to co warto mieć w bezpośrednim pobliżu to studnia lub wodociągi oraz wpięcie w sieć energetyczną. No i to tyle w kwestii bycia poza systemem ;) Holenderki mają wyprowadzone wszystkie złącza więc wystarczy podciągnąć rury do szamba/oczyszczalni/kanalizacji i studni/wodociągów, a następnie podpiąć się do skrzynki z prądem i gotowe. To co warto sprawdzić już na etapie zakupu przyczepy to stan instalacji (większość z Was pewnie szuka tańszej opcji, a to oznacza, że przyczepa będzie miała w okolicy 30 lat) i to czy faktycznie wystarczy wpiąć bo czasami okazuje się, że jednak trzeba część wymienić na kompatybilne z naszymi. Nie jest to niewykonalne ale warto wiedzieć, że może tak być.


Można oczywiście tak jak my, czyli z wodą dowożoną do zbiorników i agregatem ale jest to naprawdę uciążliwe na dłuższą metę. A jeśli chcecie używać ciepłej wody i ogrzewania to wręcz niemożliwe, bo…


Po drugie: ogrzewanie.


Jeśli chcecie żyć w holendrze cały rok to najlepiej wybrać taki całoroczny z pełną instalacją grzewczą i podwójnymi szybami w oknach. Przy czym nie brałabym określenia „całoroczny” za takie jakim się zdaje być ;) Domek całoroczny powinien być wyposażony w piec. Różne te piece są i w różnym stanie. Jest to jedna z droższych rzeczy w Waszym przyszłym domu więc sprawdźcie co, jak stare i w jakim stanie macie. W naszym przypadku jest to dwufunkcyjny piec gazowy. Grzeje zarówno czynnik w kaloryferach jak i przepływowo wodę.


Teraz słowo wyjaśnienia w sprawie agregatu. Jeśli chcecie używać takiego pieca jak nasz to musicie wiedzieć, że wymaga on stałego napięcia prądu. Agregaty zaś wytwarzają prąd płynący skokowo. W dużym uproszczeniu mówiąc. W każdym razie na prądzie z agregatu piec nie zabangla, chyba że kupicie agregat, który spowoduje, że prąd płynąć będzie równo. Zaś nawet działający piec nie ogrzeje wody, która płynie ze zbyt niskim ciśnieniem. Zwyczajnie nie zauważy, że ona leci (przetestowane).


Jeśli macie w domku piec zasilany gazem to znowu ma to swoje plusy i minusy. Plusem jest czystość i łatwość w użytkowaniu. Zdecydowanym minusem jest cena. Jeśli wpinacie butle z gazem to koszt jednej butli wynosi ok. 50 zł a to oznacza, że w zależności od temperatury na zewnątrz, ilości zużytej ciepłej wody, tego jak często gotujecie i Waszego pragnienia ciepła, tydzień gazowania będzie Was kosztował między 30-40 a 350 zł. Można oczywiście kupić lub wydzierżawić zbiornik gazu (może być podziemny, to naprawdę nie jest tak, że jakieś przepisy każą Wam mieć tę wielką butlę na widoku), co jest tańsze ale droższe na początek.


Ogrzewać można też inaczej. Pomyślcie czy chcecie i czy to wygodne, ale można. Można po odpowiednim przygotowaniu ścian i podłogi wstawić kozę. Tanio i bardzo ciepło. Przy takim wyborze zostaje kwestia grzania wody i gotowania. Jeśli zaś macie naprawdę blisko jakiś budynek zasilany piecem grzewczym to jest opcja żeby połączyć Wasz piec w domku z piecem w budynku. Są rury grzewcze które w magiczny sposób pobierają ciepło z domu i grzeją wodę oraz kaloryfery w domku. Nawet termostat możecie ustawić. Mega wygodne, prawdopodobnie najtańsze w użytkowaniu i tylko dla wybranych, którzy mimo że w przyczepie to jednak na działce z budynkiem.


Po trzecie: izolacja.

Przyczepy całoroczne nie różnią się wiele od namiotu w zakresie izolacji. Dla osób, które nie wiedzą jak to wygląda śpieszę z wyjaśnieniem. Mamy trzy warstwy. Blachę, jakieś 5 cm przedpotopowej wełny i znowu blachę lub dyktę pokrytą tapetą. Podłoga to blacha plus płyta osb i panele/wykładzina. W dwóch słowach jestem w stanie opisać jak jest w środku: ZIMNO i GORĄCO. Zimno kiedy chcielibyście żeby było ciepło i gorąco kiedy chcielibyście żeby było chłodno. Przed zamontowaniem dodatkowej izolacji w kwietniu (temperatury od 15 st na plusie do -8 nocą) musieliśmy grzać non stop. Natomiast w czerwcu, kiedy ja i mój 37 tygodniowy brzuch marzyliśmy o chwili wytchnienia temperatura w sypialni przekraczała +40 stopni (przy +25 w cieniu). A zatem uroczyście stwierdzam, że ocieplenie domku holenderskiego jest absolutnie konieczne. Co się u nas sprawdziło?


Podłoga: metr wełny. Darmowej. Ktoś zdejmował z dachu a pod podłogę zdecydowanie się taka nadaje więc hop hyc i już jest.


Dach: 10 cm wełny i blacha (dorzuciliśmy orynnowanie)


Ściany: 10 cm gęstego styropianu, a na to surowa deska modrzewiowa (u nas nabijana, na prosto czyli jedna deska wchodzi w drugą na zakładkę a jak patrzysz na domek z przodu to wygląda jak łączona na gładko).


Jeśli to wygląda na mało roboty to dorzucę jeszcze jeden tyci podpunkcik. Mianowicie, żeby izolacja zadziałała tak jak zadziałać powinna to dobrze by było żeby nie miała przerwy na dwie ściany. Holendry mają te cudowne angielskie wykusze, a ich się nie da zabudować w całości. Co my zrobiliśmy? Ba dum pssst… Zlikwidowaliśmy wykusze. Serio, wyprostowaliśmy okna w salonie i zlikwidowaliśmy dwa w sypialni.

Jak to się sprawdza? W czasie upałów dało się oddychać w środku, a nawet było odrobinę lepiej niż na zewnątrz. Jesteśmy jednak wyjątkowo wygodni i mamy klimatyzator. Głównie ze względu na małe dzieci. Przy włączonej klimie ocieplenie trzymało na tyle, że dało się w środku zmarznąć pomimo 35 st na zewnątrz. Obecnie przy temperaturach sięgających -6 stopni grzejemy w porywach do 3-4 godzin na dobę i mamy na tyle ciepło, że chodzimy w krótkim rękawku, bez kapci a nasze pięcio miesięczne niemowle potrafi leżeć na macie w samym pampersie. Czasami, jeśli bardzo wieje dogrzewam jedno pomieszczenie piecykiem elektrycznym ukrytym w pseudo kominku. Rano poza sypialnią jest rześko, ale nie zimno. Leszek włącza nam ogrzewanie na około godzinę od 5:00 do 6:00 rano i na tym ciśniemy do mniej więcej 14:00-15:00, godzinka grzania i koło 20:00 jeszcze 2 godziny.


Po czwarte: taras.


Taras, ganek, cokolwiek. Do holendraka nanosicie tonę wszystkiego w ciągu dnia. Potrzeba czegoś co zatrzyma część syfu ale też w miesiącach sprzyjających pogodowo będzie miejscem do podejmowania gości bo w środku jest jednak ciasno jeśli wpada do Was więcej niż dwie osoby, a Was też jest kilkoro. My trochę polecieliśmy i mamy taki szeroki na 5 metrów. Powiem tak: miejsca nam nie zabraknie ;)


Po piąte i (prawie) ostatnie: wygoda.


Wnętrze holendraka jest jakie jest i każdy wie co bierze ale nie oznacza to wcale, że takie musi zostać. My wywaliliśmy wszystkie łóżka, które były. W głównej sypialni mamy swoje 2m na 2,2m. Śpimy z dziećmi, a czasami z dziećmi i psami w nogach, więc łóżko 1,4m mogłoby nie sprostać. W mniejszej sypialni zrobiliśmy miejsce do przechowywania dziecięcych zabawek, ubrań, przewijak a nawet odrobinę przestrzeni dla naszego starszego syna, który czasami mimo swoich niespełna 3 lat lubi pobyć sam. W salonie zamiast wykładziny położyliśmy najtańsze panele i jest to wybawienie. Sprzątanie wykładziny wspominam jako koszmar, a przy małym, wkrótce raczkującym dziecku uważam względnie czystą podłogę za absolutny must have. Nadal muszę odkurzać 20 razy dziennie, ale przynajmniej nie trzeba prać dywanów 2 razy w tygodniu, a i to z marnym skutkiem. Warto też zaopatrzyć się w dobry osuszacz powietrza do łazienki.


Po prawdzie w holendraku możecie zrobić co tylko dusza zapragnie a fundusz udźwignie. No właśnie fundusze.


Po szóste i (naprawdę) ostatnie: Hajsy.


Samą przyczepę można kupić od kilkunastu tysięcy w wersji letniej i mniej więcej 20-25k w wersji całorocznej. Jeżeli chodzi o górną granicę to jak zwykle sky is the limit. Takie za 120k robią naprawdę duże wrażenie i zdecydowanie nie przypominają naszej - to już nie są wakacje u cioci w latach 90’, a impreza u bogatych znajomych 2020! W każdym razie od siebie dodam, że te najtańsze przyczepy niekoniecznie będą najlepsze, ale mogą być wcale niezłe. Cena zazwyczaj rozbija się o wyposażenie typu meble (i tu warto przemyśleć co tak naprawdę potrzebujecie bo z doświadczenia wiem, że większość się wywala na rzecz swoich) i piec - ten warto mieć względnie nowy i sprawny. Ocieplenie kosztuje w zależności od tego czy robicie sami czy z pomocą ekipy i jakimi materiałami, ale można się zamknąć w 20K z tarasem.


Jeśli o czymś nie wspomniałam, a nurtuje Was ta kwestia to dajcie znać w komentarzach. Jeśli macie swoje, podobne lub całkiem inne doświadczenia to też dajcie znać - dyskusja pomoże kolejnym postrzeleńcom.


A jak uważacie, że należy na nas nasłać MOPS to myślę, że możecie śmiało zadzwonić do mojej babci- poprze Was w tym pomyśle ;)


451 wyświetlenia0 komentarz