Szukaj
  • D.

Niech żyje Drzymała!

Aktualizacja: 4 dni temu

Był taki moment, w którym pisałam o tym, że nie przeprowadzamy się na wieś bo nie ma prądu, wody, ogrodzenia i w ogóle niczego nie ma… Wiecie co się wydarzyło? Przeprowadziliśmy się do swojego domu-wozu bez prądu, bez wody, bez ogrzewania i bez ogrodzenia. Raz jeszcze życie upewniło mnie, że los czasami pomaga w trudnych decyzjach w bardzo mądry sposób.



Historia zaczęła się od tego, że pojechaliśmy obejrzeć domki holenderskie niedaleko Olsztyna. Obejrzeć. Przecież nie będziemy decydować bez oglądania. No cóż, Państwo potrafią oglądać tylko w jeden sposób jak się okazuje - taki zakończony płatnością. W czasie zlecania przelewu ustaliliśmy z Panem sprzedającym, że przyczepa może stać u niego na placu tak długo jak będzie potrzeba, ale postaramy się na przełomie marca z kwietniem ją odebrać. W dniu moich urodzin, czyli 8 kwietnia odebrałam telefon licząc na ciut inne powitanie niż tekst „To co? Dzisiaj przywozimy przyczepę po 22:00. Sami poziomujecie czy płacicie?”. Po rozłączeniu rzuciłam być może kilka niecenzuralnych komentarzy, ale chciał nie chciał trzeba było coś z tym tematem zrobić. czterdzieści osiem godzin później pomstowałam na czym świat stoi owinięta w śpiwór i kołdrę, w czapce, szaliku, z Leonem schowanym pod dwudziestoma warstwami. Sama (nawet bez psów jeszcze), w środku niczego, bez ogrzewania, światła, wody, gazu, latarki, telefonu bo padł, Leszka bo załatwiał zbiornik na wodę do drugiej w nocy, za to z radosnym -8 za ścianką bo ścianą bym tego w tamtym momencie nie nazwała. Ach, zapomniałabym wspomnieć. Jakby mało było okoliczności radosnych, to na tym etapie byłam mniej więcej w 28 tygodniu ciąży z oficjalnym wskazaniem leżenia plackiem i braku stresu.

Pierwsze dni naszej nowej rzeczywistości były delikatnie rzecz ujmując trudne. Kiedy już pożyczyliśmy agregat i zaczynaliśmy czuć ciepło na samą myśl, że włączymy piec okazało się, że ten nie zadziała tak długo jak prąd będzie pracował skokowo. Kupiliśmy więc piecyk olejowy z nadmuchem, a Lesio wstawał co 2,5-3 godziny żeby uzupełnić paliwo w agregacie. Dzięki tej operacji mieliśmy względnie ciepło w jednym pomieszczeniu, w którym spaliśmy całym stadem. Na marginesie wspomnę o nie lada satysfakcji, że to nareszcie nie mnie dopadło wstawanie co chwila w nocy ;) żartuje oczywiście. I tak nie spałam, a Leszek wykończony ledwo żył, więc nie były to łatwe dni. Wtem! Z pomocą przyszli sąsiedzi. Nie wdając się w szczegóły dostaliśmy prąd stały. Agregat umilkł, piec zaczął działać. Jedyne 50 polskich złotych na dobę wydane na gaz i już mieliśmy ciepło! Za czasem nauczyliśmy się gospodarki gazem, a co za tym idzie zmniejszyliśmy wydatki na ogrzewanie. A teraz jest już na tyle ciepło, że nawet bez pewnie dalibyśmy radę chociaż przyjemnie jest pić herbatę dla smaku a nie po to żeby zęby przestały szczękać z zimna po nocy. Brak wody jest chyba największym kłopotem jaki może spotkać człowieka. Bieżącej wody płynącej strumieniem z kranów doczekaliśmy się tydzień temu. To oznacza, że nie mieliśmy wody jakieś 6 tygodni. W zasadzie mieliśmy ale nie w potocznym rozumieniu. Nasza woda znajdowała się za domem w tysiąc litrowym zbiorniku. Fajnie że była, ale mycie siebie, naczyń czy gotowanie było hmmm… wyzwaniem. Mycie dziecka za to jakieś bardzo trudne nie było - miska, dwa garnki gorącej wody i po sprawie. Przyzwyczajeni do codziennych kąpielowych rytuałów nagle znaleźliśmy się w rzeczywistości, w której żeby naprawdę się umyć musieliśmy jechać do Olsztyna. Dzień czystości co dwa-trzy dni zatem, a przypominam o tym drobiazgu jakim jest baba w ciąży w tym wszystkim. Jakieś 2-3 tygodnie temu udało się podłączyć ten zbiornik pod instalację naszego wozu. Radość wielka acz chwilowa bo okazało się, że ciśnienie tak przeprowadzonej wody jest zbyt małe żeby piec ogarnął że ma grzać. Brak gorącej wody to jednak mniejszy kłopot niż brak jej całkiem. Kiedy więc okazało się, że woda z naszej studni leci tak zamulona, że czasami aż błotna nie robiło to już na mnie większego wrażenia - czymże jest piach we włosach w obliczu możliwości ich umycia? Odpowiadam. Niczym!

Do przyczepy wprowadziliśmy się dwa dni przed Niedzielą Wielkanocną. To były niezapomniane święta. Sami, z talerzami z formowanych nad gazem butelek PET, jedliśmy jajka na twardo, ser żółty i jajka na twardo. Nie mieliśmy lodówki więc gotowanie czy większe zakupy odpadały. Będzie co opowiadać wnukom, jeśli zechcą nas odwiedzić, bo wysoce prawdopodobne jest, iż nasze dzieci będą opowiadać własnym dzieciom o tym jak starzy mają nierówno pod sufitem.

Po podpisaniu umowy z dostawcą prądu (jedyne 5 miesięcy po złożeniu wniosku), odwierceniu studni, wpięciu się w przydomową oczyszczalnię, zakupie kilku strategicznych drobiazgów takich jak stół ogrodowy, trampolina czy plac zabaw dla nadaktywnego dwulatka, świat znowu nabrał radosnych barw. Ogrodzenie stoi, trawa skoszona (tylko tam gdzie naprawdę trzeba i tylko ze względu na plagę kleszczy!), ja zbliżająca się do porodu w mam dużo łatwiej niż na trzecim piętrze bez windy (ciężko pokonywać tyle schodów z nakazem leżenia;)), Leon spędza całe dnie na powietrzu (wirus-śmirus, w lesie mieszkamy to mamy łatwiej), psy wybiegane jak nigdy dają nareszcie żyć (ciągle żyjemy nadzieją, że Mucha kiedyś przestanie być burkiem szczekającym na własny cień za ogrodzeniem), odwiedzają nas łosie, sarny, jelenie, §q1 zające, bociany, żurawie, mamy gniazdo pliszek i własnego dzięcioła za oknem, a ostatnio pojawił się nawet borsuk.

Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Możliwe, że nadal mieszkalibyśmy w Olsztynie gdyby nie ten nieszczęsny telefon na początku kwietnia. Szukalibyśmy kolejnych przeszkód zamiast po prostu zmierzyć się z tym czego chcieliśmy. A tak… Nie dość, że udowodniliśmy sami sobie jak wiele nie jest w stanie nas złamać (o drobnych awanturkach wspominać nie będziemy;)), to jeszcze prace nabrały nareszcie tempa. Remonty, budowy czy cokolwiek z tematem roboty jest związane, zawsze idą szybciej kiedy jesteś na miejscu. Przede wszystkim wstajesz i jesteś, a nie tracisz pół dnia na ogarnięcie siebie i dojazd a drugie pół na powrót i ogarnięcie siebie po pobycie przy robocie.

Zamieszkaliśmy więc w swoim wozie Drzymały, przetrwaliśmy początki i żyje nam się coraz lepiej. Zwłaszcza, że spotykamy się z ogromną życzliwością na każdym kroku. Pomoc jaka na nas spływa, wsparcie jakie jest nam oferowane i dobre myśli jakie pod naszym adresem kieruje mnóstwo ludzi są niejako zaskoczeniem, ale to chyba najfajniejsze co nas dopadło w całym tym zamieszaniu. Ludzie są dobrzy tak generalnie i dają nam to odczuć na każdym kroku. Naprawdę nie spodziewaliśmy się fali wsparcia jaka nas zalała w ostatnim czasie.

Wstępny plan był taki, że pomieszkamy w przyczepie chwilę i pewnie ją sprzedamy. No cóż, plany są po to żeby je zmieniać! Wóz zostaje. Kiedyś nawet pewnie będziecie mogli w nim spędzić trochę czasu. Kiedyś bo koniec remontu Stacji wstępnie zapowiada się mniej więcej na rok 2058. Tymczasem polecam Drzymałowe życie, służę radą tym, którzy dopiero o tym kroku myślą i kombinuję jak to ułożyć na powitanie noworodka bo czasu mamy coraz mniej, a później jak to zrobić żebyście już w tym sezonie mogli choć na chwilę wpaść i spędzić dobrze zorganizowany czas w lesie, przy ognisku i może na biwaku?

Ahoj przygodo!


Ps. Czego najbardziej chcecie kiedy wyjeżdżacie na wieś? Co jest dla Was i dzieci największym plusem a z czym beznadziejnym się spotkaliście? A może macie jakieś wyjazdowe marzenia w zakresie animacji czasu wolnego, których do tej pory nikt nie spełnił? Dajcie koniecznie znać bo my naprawdę szykujemy się na Wasze wizyty :)



Nasz adres

Dawna  Stacja Kolejowa Kobułty

11-300 Kobułty

skontaktuj się z nami

TEL: 739 080 488

E-MAIL: manowce@stacjakobulty.com

Nasze strony

  • Facebook Reflection
  • Instagram
  • YouTube Ikona społeczna

© 2020 manOwce