Szukaj
  • D.

Parenting

Cześć! Jestem matką!


Myślałam czas długi o tym jak chcę żeby nasz rodzinny blog wyglądał. Wiadomo było, że będzie bardzo dużo o remoncie, o życiu na Stacji i wszystkim co z naszą ruiną związane, ale co dalej i czy może być coś więcej? Nasze życie nie kręci się tylko wokół Stacji, a wręcz kręci się głównie wokół rodziny więc nie pisać o niej to trochę jak wykreślić trzy czwarte tematów.


Czytam oczywiście różne blogi dla rodziców. W dzisiejszych czasach chyba nie da się od tego uciec. Mam mieszane uczucia co do większości. W zasadzie głównie ze względu na ich podążanie w jedną stronę mocy. Strony jak zawsze są dwie. Pierwsza to totalnie lukrowane rodzicielstwo. Nawet jeśli jestem zmęczona to przecież wszystko wynagradzają mi moje cudowne, tłuściutkie niemowlaczki i wspaniały ojciec tychże, a w ogóle to wszyscy razem tańczymy w porannej rosie, opada na nas brokat a jednorożec radośnie pobrykuje puszczając fale mydlanych, tęczowych baniek w kształcie serduszek. Druga to zaprzeczenie totalne rodzicielstwu z tęczy rodem. Jestem wiecznie wykończona, rzygam kolejnymi pomysłami własnych bachorów, dzieci to walka o przetrwanie, którą rozumieją tylko Ci co już wpadli w tę pułapkę, ojciec dzieci to jakiś dziwny kosmita, który nie czai bazy w najprostszych sprawach, jedyne co nas uratuje to studia bombelków i ich wyprowadzka, a w ogóle to super, że sobie nie radzę bo przecież nie można być zbyt radosnym i poukładanym będąc rodzicem. No i tego.


Nie lubię, wręcz nie znoszę skrajności (chyba że chodzi o miejsce do życia, wtedy nie ma sprawy - z największego miasta w Polsce hop! prosto na wieś liczącą 600 mieszkańców uprawnionych do głosowania. Teraz już 602), fanatyzmu i nie przyjmowania opcji zmiany zdania. Wychodzi więc na to, że teksty rodzicielskie które się tu pojawią będą, w zależności od nastroju, raz mniej, raz bardziej pozytywne. Generalnie jesteśmy w nurcie rodzicielstwa bliskości, a więc będzie dużo wspólnego spania, swobody w decyzjach dzieci (i to od urodzenia, a nie od dwunastego roku życia), ale też pojawi się życie blisko natury, trochę odwagi, trochę strachu (głównie matki. Wewnętrzny dygot w czasie kiedy moje dziecko jest odważne nie znika ani na chwilę), umiarkowanie zimny wychów, dużo ciepła i takie tam. Sami zobaczycie i mam nadzieję, że skorzystają na tym Wasze rodziny. Nie jesteśmy zdeklarowanymi świrami w duchu montessori, waldorfskimi (czerpiemy z różnych metod), nie trzymamy się kurczowo blw, pozwalamy naszemu dwulatkowi wejść do jeziora w kwietniu czy październiku, ale i zaraz później mamusia zakłada mu najgrubsze skarpetki i biega w tę i z powrotem żeby przypadkiem zimno nie było. Dużo czasu spędzamy w lesie, ale i wyłączamy Leosia bajką. Nie karmimy butelkami, ale z ulgą przyjęłabym gdyby chociaż jedno z moich dzieci zaakceptowało smoczek. Poza swoimi dziećmi latami wychowywaliśmy cudze, więc mieliśmy dość określoną wizję tego jakimi rodzicami chcemy być. Czy zaskoczeniem będzie jeśli powiem, że nie jestem taka jak chciałam? O tym też kiedyś napiszę.


W skrócie znajdziecie u nas naszą własną metodę na pomieszanie z poplątaniem, wyciąganie tego co najlepsze z kolejnych nurtów, ale przede wszystkim znajdziecie tutaj, mam nadzieję, trochę wsparcia i humoru w trudach rodzinnych.

Hakuna matata!

(czas na rozróżnienie pożegnań w zależności od tematyki ;))


PS. Pisać będę też o kuchni i przepisach, rękodziele jakie zdarza nam się popełnić, psach, relacjach międzyludzkich i wszystkim innym co mi do głowy wpadnie, więc tego… Jak chcecie to czytajcie, a jak nie chcecie to omijajcie


313 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Dzień Ojca

Kryzys.